Zapisz się na newsletter i otrzymuj jako pierwsza/y informację
o promocjach i nowych wydarzeniach
Zaćmieniowy Księżyc 28 sierpnia znajduje się w ścisłej koniunkcji z Fomalhaut - jedną z czterech królewskich gwiazd, Strażnikiem Południa.
To sprawia, że tego zaćmienia nie traktowałabym wyłącznie jako momentu emocjonalnego domykania przeszłości.
Fomalhaut może działać jak brama wizji.
Może uruchamiać predyspozycje związane z pracą z narzędziami pochodzącymi z przestrzeni duchowej, zwiększoną percepcją, snem, symbolem, obrazem czy intuicyjnym odbieraniem informacji. U niektórych osób mogą odezwać się zdolności, które były obecne wcześniej, czasem nawet od dzieciństwa, jednak z czasem zostały wyciszone, zablokowane lub świadomie odsunięte.
Jednocześnie może powrócić echo wcześniejszych działań energetycznych, dawnej praktyki, symbolu, z którym kiedyś pracowaliśmy, rytuału, systemu, któremu przez pewien czas oddawaliśmy uwagę, czy egregoru, z którym świadomie lub nieświadomie weszliśmy w relację.
I właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii.
Fomalhaut otwiera bowiem nie tylko możliwość zobaczenia więcej. Stawia również pytanie:
Czy wszystko, co widzimy, potrafimy właściwie rozpoznać?
Problemem w pracy z tym, co subtelne, nie zawsze jest brak percepcji. Czasami problem zaczyna się wtedy, kiedy percepcja się otwiera, a człowiek natychmiast uznaje każde doświadczenie za prawdę.
Silne przeczucie może być intuicją, jednak może być również projekcją. Obraz może nieść informację, może też być produktem pragnienia, lęku czy nieświadomego materiału psychicznego. Doświadczenie duchowe może poszerzać świadomość, może jednak również karmić ego, potrzebę wyjątkowości czy przekonanie, że skoro coś zobaczyliśmy, automatycznie wiemy więcej niż inni.
Dlatego pytanie Fomalhaut nie brzmi wyłącznie:
"Czy potrafisz zobaczyć?"
Bardziej interesujące jest:
"Co zrobisz z tym, co zobaczysz?"
Właśnie tutaj pojawia się temat czystości intencji, tak silnie związany z symboliką tej gwiazdy. Im większy dostęp do wiedzy, wpływu czy subtelnej percepcji, tym większa odpowiedzialność za to, po co z tego dostępu korzystamy.
Dlatego Fomalhaut bardzo naturalnie prowadzi nas do tematu symbolu.
We współczesnej duchowości symbole bywają traktowane zadziwiająco lekko.
Możemy znaleźć jakiś znak w książce, zobaczyć go podczas warsztatów, otrzymać go jako "symbol ochrony", "kod obfitości", "znak aktywujący" czy grafikę, z którą według czyjejś instrukcji należy medytować przez określony czas. Czasami robimy to z ciekawości, czasami niemal dla zabawy, jednak bardzo rzadko zatrzymujemy się przy najbardziej podstawowym pytaniu: skąd właściwie pochodzi ten symbol?
Warto wiedzieć, kto go stworzył, do jakiego systemu należał, jaki był jego pierwotny cel, w jakich praktykach był używany i przede wszystkim z czym miał łączyć człowieka, który z niego korzystał.
Symbol może być znakiem, może jednak stać się również adresem.
A to już zupełnie inna historia.
Dobrym przykładem świadomej pracy z symbolem jest Austin Osman Spare, artysta i okultysta, którego sposób tworzenia sigili wywarł później ogromny wpływ na współczesne nurty magiczne.
W jego ujęciu sigil nie był dekoracją, lecz skondensowaną intencją. Myśl przestawała istnieć jedynie jako zdanie i otrzymywała własną formę graficzną, a symbol stawał się sposobem przeniesienia intencji poza zwykłą, racjonalną pracę umysłu.
Tutaj pojawia się niezwykle ważne rozróżnienie.
Jedną rzeczą jest stworzenie własnego symbolu jako zapisu własnej intencji, czymś zupełnie innym jest używanie symbolu stworzonego przez kogoś innego, w systemie, którego nie znamy.
W pierwszym przypadku przynajmniej wiemy, co znalazło się u źródła znaku. W drugim często widzimy jedynie jego formę.
Nie znamy adresu.
Wiele osób ma za sobą taki etap duchowych poszukiwań, kiedy kupujemy książkę, jedziemy na warsztaty, poznajemy rytuał, otrzymujemy znak i słyszymy, że należy go narysować, aktywować, nosić przy sobie czy umieścić w określonym miejscu.
Nic złego nie musi się wydarzyć. Warto jednak pamiętać, że nie każdy symbol powstał jako neutralny znak samorozwoju.
Dobrym przykładem jest tradycja związana z Kluczem Salomona.
Znajdujące się w niej pentakle, boskie imiona i konstrukcje symboliczne były elementami określonego systemu ceremonialnego, miały konkretne funkcje i stanowiły część większej operacji rytualnej. Nie były projektowane jako estetyczne wzory do przerysowania na kartkę bez znajomości ich kontekstu.
Dlatego kiedy widzimy znak pochodzący ze starego grimuaru, pierwszym pytaniem nie powinno być: "Czy jest dobry, czy zły?"
To za mało.
Znacznie bardziej inteligentne pytanie brzmi:
"Do czego został stworzony i czy rzeczywiście chcę wejść w relację z tym, co reprezentuje?"
Pentagram bardzo dobrze pokazuje również odwrotny proces.
Symbol może zostać nie tylko bezmyślnie użyty, może zostać także pozbawiony pierwotnego znaczenia i obudowany zupełnie nową narracją.
Dzisiaj pięcioramienna gwiazda dla wielu ludzi automatycznie kojarzy się z czymś mrocznym czy demonicznym, tymczasem jej historia jest znacznie starsza i bardziej złożona.
Pentagram pojawiał się między innymi w tradycji pitagorejskiej jako symbol harmonii i zdrowia, funkcjonował również w kulturze chrześcijańskiej. W średniowiecznym poemacie Sir Gawain and the Green Knight znajduje się na tarczy bohatera i zostaje powiązany z pięcioma ranami Chrystusa, cnotą i integralnością.
Do tego dochodzi niezwykle piękna analogia astronomiczna.
Kolejne dolne koniunkcje Wenus ze Słońcem, obserwowane w cyklu około ośmiu lat, tworzą pięciokrotny rytm przypominający pięcioramienną strukturę, znaną jako róża Wenus.
To jeden z tych momentów, kiedy geometria nieba wygląda niemal tak, jak gdyby sama natura posługiwała się językiem symbolu.
Pentagram jest więc fascynującym przykładem pokazującym, jak bardzo znaczenie znaku może zmieniać się w historii. Możemy demonizować symbol, którego pierwotnego języka już nie rozumiemy, możemy jednak zrobić coś dokładnie odwrotnego i uznać jakiś znak za "wysokowibracyjny", "ochronny" czy "święty" tylko dlatego, że ktoś tak nam powiedział, również nie wiedząc nic o jego pochodzeniu.
W jednym przypadku działa lęk, w drugim idealizacja.
W obu brakuje rozeznania.
I właśnie ten brak rozeznania jest jednym z najciekawszych cieni Fomalhaut.
Jeżeli dany symbol jest używany przez jedną osobę przez kilka dni, powstaje wokół niego pewne znaczenie. Jeżeli jednak ten sam symbol jest używany przez setki czy tysiące ludzi przez dziesięciolecia lub całe stulecia, w modlitwie, ekstazie, lęku, inicjacji, żałobie, pragnieniu, rytuale czy praktyce magicznej, jego znaczenie zaczyna nabierać zupełnie innego wymiaru.
Za każdym razem ktoś kieruje ku niemu uwagę, nadaje mu znaczenie, łączy z nim intencję i emocję.
Właśnie tutaj dochodzimy do pojęcia egregoru.
W zachodniej tradycji ezoterycznej egregor można rozumieć jako pewnego rodzaju zbiorowe pole powstające wokół wspólnie podtrzymywanej idei, systemu, symbolu czy grupy.
W takim modelu symbol zaczyna pełnić rolę adresu prowadzącego do określonego pola.
Sam kształt nie musi być źródłem mocy, może jednak być punktem dostępu do czegoś, co przez bardzo długi czas było karmione ludzką uwagą.
Dlatego znajomość pochodzenia symbolu ma znaczenie.
W perspektywie karmicznej i energetycznej można pójść jeszcze krok dalej.
Świadoma, intencjonalna i powtarzana praca z określonym symbolem może z czasem stać się formą kontraktu z polem, które ten symbol reprezentuje.
Nie chodzi o przypadkowo narysowaną gwiazdę czy znak znaleziony na marginesie książki, który automatycznie ustanawia metafizyczną umowę. To byłoby ogromne uproszczenie.
Mówię o relacji, którą człowiek świadomie zasila, powtarza określoną praktykę, kieruje uwagę, przekazuje intencję, prosi o konkretne działanie, przywołuje określoną energię i oczekuje odpowiedzi.
W pewnym momencie nie jest to już tylko eksperyment z symbolem.
Relacja została nawiązana.
Jeżeli patrzymy na świadomość w perspektywie karmicznej, jako na coś, co nie kończy się wraz z jednym wcieleniem, można postawić jeszcze dalej idące pytanie: czy wszystkie takie relacje rzeczywiście kończą się wtedy, kiedy człowiek przestaje świadomie o nich pamiętać?
W tym ujęciu możemy mówić o pewnym zapisie energetycznym, kontrakcie, którego działanie nie musi być ograniczone wyłącznie do czasu, w którym świadomie wykonywaliśmy daną praktykę.
Właśnie dlatego niektóre rzeczy mogą po latach wracać w zaskakującej postaci, kiedy pojawia się symbol, którego nie szukaliśmy, spotykamy człowieka pracującego z systemem, który wydaje się dziwnie znajomy, trafia do nas określona książka, pojawia się silna fascynacja czymś, czego właściwie jeszcze nie znamy, czy przeciwnie - trudny do wytłumaczenia opór.
Wtedy warto zadać sobie pytanie nie tylko:
"Co ten symbol oznacza?"
ale również:
"Dlaczego właśnie teraz znalazł się w mojej przestrzeni?"
To dokładnie łączy się z głównym przesłaniem tego zaćmienia:
przeszłość nie zawsze wraca pod własnym nazwiskiem.
Nie musi wrócić ten sam człowiek ani powtórzyć się dokładnie ta sama sytuacja. Może wrócić ten sam mechanizm połączenia.
Podobnie może być z naszym doświadczeniem duchowym. Nie musi wrócić dawny nauczyciel, może jednak powrócić system, z którym pracował. Nie musi wrócić ten sam rytuał, może pojawić się symbol. Nie musi wrócić dawne miejsce, może jednak ponownie otworzyć się rodzaj doświadczenia, który kiedyś był z nim związany.
Nowa książka, nowy warsztat, nowy człowiek czy nowa fascynacja mogą więc nieść pod spodem coś, co świadomość rozpoznaje jako stare.
Dlatego koniunkcja zaćmieniowego Księżyca z Fomalhaut może być tak interesująca.
Brama wizji może otwierać się w obie strony.
Możemy zobaczyć coś, co dopiero się rodzi, możemy jednak również zobaczyć coś, co rozpoczęło się bardzo dawno temu i nadal pozostaje aktywne.
Właśnie tutaj potrzebujemy drugiego bieguna tego zaćmienia.
Naprzeciwko Księżyca znajduje się Merkury w Pannie, bardzo blisko Słońca.
To niezwykle ważne.
Ryby odbierają obraz, Fomalhaut otwiera percepcję, Merkury w Pannie natomiast pyta:
Co z tego właściwie wynika?
Czy potrafisz nazwać to, czego doświadczasz, odróżnić intuicję od projekcji i sprawdzić, skąd pochodzi symbol, z którym pracujesz? Czy duchowe doświadczenie zwiększa twoją świadomość i sprawczość, czy przeciwnie - sprawia, że coraz bardziej boisz się świata i uzależniasz od kolejnych rytuałów, nauczycieli czy znaków?
To właśnie jest potrzebne przy Fomalhaut.
Nie zamknięcie percepcji, lecz rozeznanie.
Nie chodzi o to, żeby przestać pracować z symbolami, lecz o to, żeby przestać być wobec nich bezkrytycznym.
W przypadku Fomalhaut bardzo ważna staje się również intencja.
Czystość intencji nie oznacza bycia idealnym. Oznacza zdolność odpowiedzenia sobie na pytanie, po co właściwie wchodzę w daną przestrzeń.
Czy chcę wiedzieć, żeby rozumieć, czy potrzebuję wiedzy, żeby kontrolować? Czy pracuję z energią po to, żeby rozwijać świadomość, czy dlatego, że boję się zaufać życiu bez rytuału zabezpieczającego każdy mój krok? Czy korzystam z symbolu jako narzędzia, czy zaczęłam oddawać mu własną sprawczość?
To są bardzo niewygodne pytania, jednak właśnie takie pytania chronią doświadczenie duchowe przed zamianą w iluzję.
Dlatego w czasie wokół zaćmienia warto zwracać uwagę na to, co niespodziewanie powraca, na symbole pojawiające się częściej niż zwykle, dawne książki i praktyki, sny, ludzi związanych z wcześniejszym etapem duchowego rozwoju czy bardzo silne fascynacje czymś, czego racjonalnie nie potrafimy jeszcze wyjaśnić.
Nie chodzi o to, żeby natychmiast uruchamiać kolejny rytuał czy w panice odcinać wszystko, co wydaje się podejrzane.
Najpierw trzeba zobaczyć, rozpoznać i zrozumieć.
Czasami największą pracą energetyczną nie jest wykonanie następnej praktyki, lecz uświadomienie sobie, że pewnej praktyki nie potrzebujemy już więcej wykonywać.
Czasami nie potrzebujemy nowego symbolu ochronnego. Potrzebujemy zobaczyć moment, w którym zaczęliśmy wierzyć, że bez niego nie jesteśmy bezpieczni.
I tutaj dochodzimy do najgłębszego sensu Fomalhaut.
Brama wizji nie otwiera się tylko po to, żeby zobaczyć więcej.
Otwiera się po to, żeby zobaczyć prawdziwiej.
A największym cieniem tej gwiazdy nie musi być ciemność.
Może nim być piękny obraz, który uznaliśmy za prawdę tylko dlatego, że był piękny.
Zaćmienie może więc wydobyć z przeszłości symbol, dawną praktykę, energetyczny kontrakt, relację z określonym polem czy predyspozycję, której kiedyś nie umieliśmy świadomie wykorzystać.
Ale decyzja podejmowana jest teraz.
Nie musisz zaprzeczać temu, z czym kiedyś byłaś połączona. Musisz wiedzieć, czy nadal wybierasz to połączenie.
Przeszłość może być zapisem, doświadczeniem, a nawet inicjacją, ale nie musi być instrukcją.
BESTSELERRY:
MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ